Napisz do nas:

 

(C)2003 Webmaster

Z HISTORII MOMOT
Kapitulacja zgrupowania płk Zieleniewskiego

Po przybyciu do Domostawy w niedzielę rano 1 października, płk Zieleniewski przedstawił oficerom grupy “Brześć” ustalone we Frampolu warunki kapitulacji. Nakazywały one:

  • Zwolnienie jeńców niemieckich;

  • Złożenie wszelkiej broni, amunicji i sprzętu wojennego w wyznaczonych miejscach. Ogólnie wyznaczono dwa: Momoty i Bukową. Broń miała być nie uszkadzana i nie niszczona;

  • Po złożeniu broni prawie natychmiast mieli być zwolnieni szeregowi, podoficerowie razem lub później w Biłgoraju lub Zamościu;

  • Oficerowie mieli być zwolnieni w centralnym mieście (Lwowie) po wylegitymowaniu i dokonaniu spisu;

  • Kolumna oficerów miała udać się na wschód eskortowana przez żołnierzy sowieckich;

  • Wszyscy żołnierze mieli prawo swobodnego wyjazdu za granicę;

  • Oficerowie kontraktowi (Gruzini i pochodzenia niemieckiego) mogli udać się do niewoli niemieckiej.

Wśród oficerów grupy “Brześć”, później i w innych grupach wywiązały się dyskusje, co do przedstawionych warunków oraz dalszych losów własnych i oddziałów.

Następnie płk Zieleniewski udał się do Momot Górnych, gdzie w sztabie płk Koca napisał ostatni rozkaz. Oto jego treść:

 

"1939 r., październik 1, godz. 10.00, Momoty.

Rozkaz nr 4 dowódcy Grupy Zieleniewskiego

1. Żołnierze! Oddział nasz został ostatnim oddziałem Wojska Polskiego walczącego w Polsce. Oddaję cześć Waszej wytrwałości, poświęceniu i męstwu.
Jednakże stwierdzam, że naszymi nielicznymi szeregami, goniąc resztkami amunicji, nie pobijemy licznych armii przeciwników wojujących w Polsce. Z drugiej strony nie mogąc stale trzymać terenu, nie jesteśmy w stanie bronić  cywilnej ludności, na której mści  się  krwawo Niemiec za nasze działania wojskowe, jak  to miało miejsce wczoraj w Janowie Lubelskim. W tych okolicznościach, nie widząc możliwości i celu dalszej walki, postanowiłem przyjąć propozycje wojsk sowieckich, przerwać działania wojenne i złożyć broń. Odejść do miejsc przeznaczenia w szykach zwartych i pod komendą dowódców.
2. W ciągu dzisiejszego dnia jednostki przejdą:
- grupa “Chełm” - do m. Andrzejówka,
- grupa “Niemen” (środkowa) “Kraśnik” - do m. Bukowa,
Grupa “Chełm” rozpoczyna marsz natychmiast, aby zwolnić drogę grupie “Niemen”
3. Broń załadować na wozy i wieźć na wskazane miejsce. Jeśli zabraknie miejsca na wozach, broń nadal nieść. Broni nie należy niszczyć ani uszkadzać.
4. Przemarsz do wskazanego miejsca wykonać pod kierownictwem dowódców. Zgodnie z umową szeregowi będą zwolnieni do domów, a oficerowie - później.

Dowódca Grupy
/ - / Zieleniewski, pułkownik”.

 

Komentarzem do rozkazu jest dalsza część relacji płk Zieleniewskiego: "Dzień 1 października. Piszę ostatni rozkaz żegnający oddziały i podający przyczyny poddania i odłożenia walki do lepszych czasów. Do przyczyn wymienionych wyżej dochodziła jeszcze jedna: grupa w ciągu marszu nie mogła trzymać terenu, narażając ludność cywilną (opisane represje w Janowie i Słodkowie). Oddziały grupy przechodzą do wsi Momoty, gdzie składają broń, przynajmniej tą, której nie ukryły”.
Z relacji i położenia omawianej grupy wynika, że 1 października w rejonie  Momot,  koncentrowała się jeszcze grupa “Kowel” oraz przeszły tu oddziały tyłowe z innych grup położone najbliżej tej wsi, np. z grupy “Brześć” czy batalion CWSap.
W rejonie kaplicy kościelnej w Momotach Górnych odbyła się ostatnia uroczysta odprawa z udziałem czterech pułkowników, oficerów sztabowych i innych, kapelana wojskowego, żołnierzy, rządcy majątku w Momotach, M. Mizerskiego i okolicznej ludności. Oto ponownie fragment relacji plut. pchor. Piotrowskiego, oddający ducha tamtej chwili: “(...) wojsko w porządku zebrało się w czworoboku na majdanie. Z masztu powiewała biało - czerwona flaga. W pobliżu masztu grupa oficerów. Przemówił pułkownik. Nie znam nazwiska, był nim prawdopodobnie Zieleniewski. Mówił o położeniu bez nadziei, bez możliwości przedarcia się przez linie niemieckie dalej na południe, amunicja się kończy, z tyłu Sowieci, artyleria nie może już wspierać. W tym położeniu postanowił kapitulować wobec Armii Czerwonej, która jeńców uwalnia. Dziękuje za męstwo, z przysięgi nie zwalnia, każdego żołnierza ona obowiązuje. Broń złożymy w wyznaczonym miejscu. Nastąpiła cisza długą chwilę. Wdarła się w nią ostra komenda, na ramię broń, prezentuj broń. Sztab salutuje. Flaga majestatycznie spływa z masztu Czujemy, że jakiś rozdział się kończy i coś zaczyna od nowa. Spływają łzy, których nikt się nie wstydzi(...)”.
Następnie w Momotach i Domostawie odbyły się uroczyste Msze Święte. Jedną z nich celebrował prawdopodobnie ks. Ernest Chowaniec, kapelan rez.22 Pułku Ułanów. Por. Castellaz tak opisuje ten moment: “(...) Wojsko wystąpiło w szykach zwartych pod dowództwem swych oficerów. (...) Wszyscy żarliwie się modlili (...). Ksiądz wygłosił płomienne kazanie, mówił, że nie raz żołnierzowi przyjdzie przegrać bitwę, ale należy zawsze zachować hart ducha i wszelkimi siłami gnębić nieprzyjaciela. Swoje życie i siły zachować do dalszej służby dla Ojczyzny. Odśpiewaliśmy »Boże coś Polskę« i »Jeszcze Polska nie zginęła«”.
Po Mszy Świętej odbyła się defilada oddziałów, (jeśli tak można określić ten moment), gdyż zebrane w Momotach oddziały poczęły przechodzić i składać broń na placu za kaplicą wśród wiekowych dębów.
Po tych wydarzeniach, oficerowie wyżsi rangą z kopiami rozkazu rozjechali się do miejsc postojów swoich grup, gdzie przeprowadzono podobne zbiórki. Odczytano jego treść i ogłoszono żołnierzom niemożność dalszej walki. Mówiono o tragicznym położeniu własnych oddziałów, o niemożności przebicia się do granicy, kapitulacji i zwolnieniu jeńców. Dowódcy w zasadniczych punktach powtarzali przemówienie płk Zieleniewskiego.

Z kolei por. Kraśnik tak opisuje ten moment: „płk Gąsiorek sformował na majdanie czworobok z resztek pułku i powiadomił nas o ogólnym położeniu. Pułkownik pożegnał pułk i wyraził nadzieję, że spotkamy się znowu w jego szeregach”. Według kpr. Derbisza, 77 PP Strzelców Koweńskich z Lidy został rozwiązany 1 października 1939 roku w m. Ździary nad Sanem.

Odprawa oficerów grupy “Chełm” w miejscu postoju sztabu w Majdanie Golczańskim miała bardziej wzruszający przebieg. Ducha tamtych wydarzeń przybliżmy dwoma relacjami - wachm. Wilka z 22 Pułku Ułanów i pchor. Zielińskiego z 1 P.Szwol. Tymczasem około południa przyszedł z dowództwa rozkaz, wszyscy oficerowie, podchorążowie i podoficerowie zbiorą się na odprawie u pułkownika Płonki. Jest piękny, ciepły, słoneczny wieczór. Czekaliśmy dość długo, słońce schyliło się już na widnokręgu i skośnymi promieniami oświetliło koło złożone z kilkudziesięciu ludzi, w których środek wstąpił pułkownik. ”Panowie. W blasku tego zachodzącego słońca, chcę wam mówić o naszej zachodzącej sławie. Doszliśmy do kresu. Razem z tym oto słońcem zachodzi nasza sława bojowa, zmierzcha i znika potęga, wielkość i honor Rzeczpospolitej”. Następuje odczytanie ostatniego rozkazu. Zaczyna czytać go płk Płonka, ale po kilku zdaniach wybucha płaczem i oddaje rozkaz adiutantowi. Powtarza się ta sama historia. Wreszcie rozkaz bierze płk Kopeć. Jest blady, ręce mu się trzęsą, ale rozkaz doczytał do końca.”

Następny fragment relacji st. wachm. Ławickiego z 7 Pułku Ułanów, który opisuje podobną reakcję oficerów: „Wiadomość tą zakomunikował nam rtm. Męczarski, zaznaczając, że jesteśmy rzekomo ostatnim oddziałem Wojsk Polskich, który dotychczas walczył. Wiadomość ta uderzyła nas jak obuchem w głowę. Łzy rozpaczy potoczyły się po policzkach, nawet tych starych żołnierzy, którzy przeszli wszystkie wojny od 1914 roku. Wszystko cały dorobek 20 lat zmienił się w popiół. Chyba jeden Bóg, który jest sprawiedliwy, pomoże nam powstać z tych gruzów i zgliszcz i my w to wierzymy”.

Zdarzały się też inne reakcje na tą sytuację. Oto kolejny fragment relacji rtm. Bernsteina. „Aczkolwiek rozumowanie naszych wyższych dowódców w danej sytuacji niewątpliwie było słuszne, to jednak po wysłuchaniu przemówienia płk. Płonki zerwał się we mnie jakiś bunt wewnętrzny i protest. Wystąpiłem z półkola i zameldowałem, że rozkaz kapitulacji moim zdaniem ma prawo wydać jedynie naczelny wódz, że rozkazu tego nie wykonam i szwadronem 7 Pułku Ułanów będę nadal próbował walczyć. Wraz ze mną wystąpili i taki sam meldunek złożyli rtm. Męczarski, rtm. Nowiński z 1Pułku Szwoleżerów. i jeszcze kilku innych oficerów z innych pułków, których nazwiska nie pamiętam”.

Tę drogę ku wolności wybrało wielu innych oficerów i żołnierzy. Jeszcze tej samej nocy wymienieni dowódcy szwadronów z grupami oficerów i ułanów zaczęli wymykać się z okrążenia w kierunku północno-zachodnim przez Kraśnik na Mińsk Mazowiecki i Warszawę. Z 7 Pułku Ułanów z rtm. Męczarskim odjechali porucznicy: Lech Głuchowski i Henryk Suchodolski podporucznicy: Gołasz, Jan Buławski i Zbigniew Rożałowski, starsi wachmistrzowie: Konstanty Pietrzak i Andrzej Adamczyk, wachmistrzowie: Ławicki, Jan Gliwiński, Antoni Bajer, Władysław Tybinkowski. Z 1 Pułku Szwoleżerów z rtm. Ciurlik-Nowińskim, odjechali m.in.: por. Jasiński, wachmistrzowie: Jan Szymkiewicz, Antoni Zgoda, Antoni Naczyński i S. Olbryś ze sztandarem tego pułku. Z grupy “Kowel” wymknęli się jeszcze inni oficerowie. Z podgrupy ppłk Adamusa: ppor. Jan Klemczak z 65 PP i ppor. rez. Żurawski z kompanii balonowej z Torunia. W kierunku granicy węgierskiej odeszli m.in.: ppłk Pokorny i prawdopodobnie razem z nim ppłk st. sp. Bociek. Do domu rodzinnego w Puławach odszedł z OZ Sap nr 2 m.in. sierż. Stafijowski.

Z grupy ,,Chełm” ku granicy węgierskiej udali się m. in. rtm. Ptak, dowódca resztek 3 szwadronu 20 P.Uł. z ppor. Wacławem Zdybem i ppor rez. Mieczysławem Janikowskim - dowódcami plutonów w 1 szwadronie 22 P.Uł., a także z kpr. Bałabuszką (również z 22 P.Uł.) i kilkoma innymi kapralami i ułanami w sumie około 12 osób oraz rtm. Florkowski z 22 P.Uł. Z grupą oficerów z 12 Pułku Ułanów odszedł również ppor. Tymieniecki.

Pójścia do niewoli odmówił również ppor. Zub - Zdanowicz, oficer łącznikowy w pułku kawalerii ppłk.Kopcia. Z oficerów piechoty rejon okrążenia opuścili m.in.: ppłk Górnisiewicz i ppor. rez. Stefan Ignaszak z kilkoma oficerami z Łodzi i Kalisza. Do rodzinnego Zaklikowa wrócił pchor. Barański z 8 PPLeg., a do rodzinnej wsi Krzesk, rezerwista Pasiak z 10 PP. Z OZN 2 DAK (OZAK nr 2) wymknęli się m. in.: kpt. Jerzy Wierusz Kowalski, ppor. rez. Piotr Czartoryski, ppor. Stefan Rostworowski i inni ze sztandarem 2 DAK.

Z rejonu okrążenia wymknęły się również większe oddziały m.in.: resztki 16 i 19 KMK ppor. Janczewskiego i 25 KMK por. Lewandowskiego. Doszły one do prawego brzegu Tanwi, gdzie po jednodniowym wypoczynku i zorientowaniu się, że teren nasycony jest oddziałami sowieckimi zostały rozwiązane. Poza okrążeniem znalazły się i zostały rozwiązane 12 KMC por. Łoziny - Łozinskiego i 15 KMC por. Piątkowskiego.

Z Grupy ,,Brześć” wymknęli się m.in.: kpt. Jeżewski, oficer łączności grupy - walczył jeszcze pod Kockiem i por. Gajewski dowódca 5 baterii 61 PAL z grupą innych oficerów. Ku granicy węgierskiej odszedł kpt. Małecki dowódca 3 baterii art. plot.40 mm.

Z grupy ,,Niemen” z 77 PP ku granicy węgierskiej z grupą oficerów odszedł m.in.: kpt. Żubr-Gnatowski. Z tego baonu, odeszła na północ w stronę Lidy część kampanii CKM por.Wysockiego. Do rodzinnego Zaklikowa wrócił pchor. Biarski. Z 19 PAL ku granicy węgierskiej  odszedł z grupą oficerów, mjr Henryk Spaltenstein dowódca IV dyonu.

Z  Grupy ,,Stalowa Wola” do Lublina dotarł ppor. Wrutnik oficer 5 baterii 6 PAL. Prócz tego wielu innych żołnierzy, podoficerów i oficerów o nie ustalonych nazwiskach i przydziałach jak np.: podoficer Józef Walo i oficer Eugeniusz Wróbel.

Po odprawach w większości oddziałów podjęto przygotowania do złożenia broni. Poczyniono wiele prac kancelaryjnych. Awansowano oficerów i podoficerów o stopień wyżej i nadano odznaczenia m. in. Krzyże Walecznych.

Urlopowano na czas nie określony wszystkich szeregowych. Takie jednobrzmiące zaświadczenia otrzymali w niektórych oddziałach wszyscy oficerowie jako szeregowi. Płatnicy i oficerowie gospodarczy pułków wypłacili żołd i rozdali pozostałą żywność. Oficerowie i żołnierze zadbali o swój wygląd zewnętrzny. Czyszczono mundury i obuwie, myto się i golono. Likwidowano tabory. Wbrew rozkazowi płk Zieleniewskiego, ukryto i zakopano wiele uzbrojenia, m.in. działka ppanc. kal. 37 mm, karabiny maszynowe i inną broń, amunicję i oporządzenie. W miejscu postoju oddziałów pozostały samochody, motocykle i inny sprzęt wojenny.

Po tych czynnościach uformowanie kolumny marszowe z podziałem na oddziały, taborami i pod komendą dowódców ruszyły do wyznaczonych miejsc. Część z nich jeszcze w nocy z 1/2 października wykonała nakazane ruchy, m.in. 77 PP z  m. Ździary przeszedł do Momot. Grupy ,,Chełm” i “Kraśnik” rano 2 października przeszły do m. Bukowa, Szewce i prawdopodobnie Andrzejówka.

Reasumując w Momotach broń złożyły oddziały piechoty grup: “Kowel”, “Brześć” i “Niemen” w Bukowej oddziały kawalerii grup: “Chełm” i “Kraśnik”.

1 i 2 października 1939 roku w Momotach, Bukowej i okolicznych wioskach rozegrał się ostatni akt tragedii wrześniowej - akt złożenia broni przez żołnierzy Grupy Zieleniewskiego. Momenty te ponownie zobrazujmy relacjami, które tak realistycznie oddają ducha tamtych dni.

Grupa „Chełm” - relacja wachm. Wilka z 22 Pułku Ułanów:

Dnia 2 X o godz. 9 rano dalszy marsz do Bukowca w rejonie Biłgoraja. Wieś obstawiona czołgami sowieckimi. Wstrętne, brudne czapy na łbach załóg. Na dość dużym placu stoją oficerowie sowieccy i patrzą gdy z trzaskiem rzucamy na stos: szable, lance, karabinki i pistolety. Konie nam na razie zostawiają.”

Grupa „Kowel” - relacja ppor. Wybrańca z OZ Sap nr 2”

Następnego dnia rano tzn. 1. 10. Poszliśmy na punkt zborny, gdzie czekaliśmy na swoją kolejność. Gdy nastąpiło nasze zetknięcie się z punktem sowieckim odebrano najpierw broń i mapniki, a na następnym punkcie obmacano nawet cholewy butów za sztywnikami i zabrano mi maszynkę do golenia i wieczne pióro.”

Grupa „Niemen” - relacja ppor. Kraśnika z 77 PP:

Od świtu całą ulicę dość długiej wsi zajęły czwórki ustawionych w kolejności naszych oddziałów. Staliśmy bardzo długo, co jakiś czas posuwając się o parę kroków do przodu. Gdzieś na drugim końcu wsi, odbywało się nie widoczne dla nas rozbrojenie. Zastanowiło nas, że chociaż procedura trwała już dość długo, nikt po rozbrojeniu tędy nie powracał, wobec tego i my nie będziemy mogli wrócić po schowane rzeczy”. W tym czasie por. Kraśnik zorientował się, że cała kolumna, a może i wieś Momoty została dyskretnie otoczona żołnierzami sowieckimi i bronią maszynową. „We wsi kompania moja już znacznie zbliżyła się do punktu rozbrojenia. Dookoła kręcili się sowieccy piechurzy. Prezentowali się miernie. Na drugim końcu wsi, na majdanie przy drodze, stało kilku oficerów sowieckich oraz nasz pułkownik. Dalej na polu grupa polskich oficerów, a na drodze długa kolumna szeregowców już rozbrojonych. Ułani zdający w tym czasie broń, rzucali lance na jedną kupę, szable na drugą, karabinki na trzecią. Dookoła na polach rozstawiono sowieckie ciężarówki z wycelowanymi w nas cekaemami. Gdy podjechałem sowiecki major rozkazał “łoszad` priwiazite tam” i wskazał na rosnące w pobliżu drzewa. Przywiązałem „Dudka” pożegnałem się z nim i wróciłem do oficerów sowieckich. Moja kompania zdawała broń. Kiedy dołączyli wszyscy oficerowie, sowiecki major kazał nam oddać pistolety, uprzedzając, że za zatajenie broni „każdyj otwieczajet piersonalno”. Oddałem swój nagan i busolę Besarda. Miałem też mały kompas przy mapniku. „Eto możetie sobie ostawit” powiedział, nie przypuszczając, jaką nam tym oddaje przysługę. Nasz pułkownik Gąsiorek nie rozumiał po rosyjsku. Wyciągnął z kieszeni syrenę i pokazując ją majorowi zapytał, „a to czy też należy zdać”. Major spojrzał lekceważąco przez ramię i odpowiedział: „a eto czto ? Swistok ? Nu nadno! Swisti sobie na zdorowje”. Z żołnierzami nas rozdzielono. Szeregowców i podoficerów dołączono do kolumny na drodze. Posiadaliśmy lub pokładliśmy się na ziemi, czekając na zakończenie. Prawie nie rozmawialiśmy, panował nastrój przygnębienia i wyczekiwania na dalszy tok wydarzeń”.

do góry

  - Powrót


Parafia Rzymskokatolicka p.w. św. Wojciecha w Momotach Górnych
Dekanat Janowski, Diecezja Sandomierska
Momoty Górne 49, 23-300 Janów Lubelski, tel. (0-15) 87-26-112