|
ŚW. WOJCIECH - PATRON PARAFII
Święty Wojciech - męczennik Kościoła końca X wieku, biskup Pragi, benedyktyński mnich, patron Polski. Dziś, gdy czuwamy przy Jego relikwiach warto przyjrzeć się, jak wyglądała życiowa droga tego świętego, droga zakończona męczeńską śmiercią w roku 997. Urodził się w Libicach, w Czechach. Ojciec Jego Sławnik był głową możnego rodu, spokrewnionego z dynastią saską panującą w ówczesnych Niemczech. Przez matkę zaś - Strzeżysławę Wojciech był spokrewniony z rodem Przemyślidów, a pośrednio z Bolesławem Chrobrym. Imię nadane Mu po urodzeniu, a brzmiące w najstarszym przekazie jako Wojetech, oznacza panowanie i bojowanie. Wojciech od wczesnego dzieciństwa przeznaczony był do stanu duchownego i dlatego wysłano Go na naukę do szkoły katedralnej w Magdeburgu, gdzie arcybiskupem był Adalbert. Od niego Wojciech przejął imię podczas bierzmowania. Pod tym właśnie imieniem czcić Go będzie chrześcijański Zachód, pod tym imieniem zostanie również wpisany do Martyrologium Kościoła. Słowianie jednak zawsze nazywać Go będą Wojciechem. Nauczycielem w magdeburskiej szkole był Oktryk, znany i ceniony na owe czasy teolog. W ten sposób zdobył Wojciech wiedzę potrzebną do uzyskania święceń kapłańskich, które wkrótce przyjął. Po śmierci biskupa Adalberta w roku 981, Wojciech powraca w rodzinne strony, a następnie udaje się do Pragi, do jej pierwszego biskupa Dytmara. Atmosfera w otoczeniu biskupa daleka jest od skupienia i pobożności, duszpasterska praca pozostawia zaś wiele do życzenia. W styczniu 982 roku Wojciech jest świadkiem śmierci biskupa Dytmara, który na łożu śmierci wyznaje swoje duszpasterskie zaniedbania. Świadom przeznaczenia do pełnienia w Kościele znaczących urzędów Wojciech wie już, jakim biskupem nie będzie, wie iż z uciech tego świata należy zrezygnować. Po śmierci Dytmara jest jedynym kandydatem do objęcia praskiej stolicy biskupiej. 29 czerwca 983 roku w Weronie Święty Wojciech otrzymuje święcenia biskupie. Młody, jeszcze nie trzydziestoletni biskup wraca do Pragi boso i w pokutnych szatach. Była to jakby zapowiedź programu duszpasterzowania i zarazem symbol przyszłej drogi życiowej Wojciecha. Biograf opisujący Jego ówczesne życie określa je jako mnisze: uporządkowane w czasie i obowiązkach, przepełnione modlitwą. Wszystko streszczało się w jednym haśle: Służba Bogu i ludziom. Realizował je twardo, najpierw w stosunku do samego siebie. Napiszą o Nim później, że jak mnich przechodził przez wspaniałości książęcego dworu. Jak mnich i jak wyrzut sumienia. Zawiedli się ci, którzy sądzili, że nowy biskup pochodzący z ich środowiska nie ośmieli się wytykać im błędów. Zaczął od reformy kleru. Widział bowiem, że dopiero uporządkowane życie kapłanów i przejęcie się obowiązkami duszpasterskimi może zapoczątkować ogólną poprawę obyczajów całej społeczności. Nalegał więc na zachowanie celibatu, na zajęcie sie ludźmi prostymi i ubogimi, na dokształcanie się i rezygnację z wystawności. Olbrzymia większość kleru nie dała się wciągnąć w reformatorskie plany biskupa. Nie lepiej przedstawiała się sprawa wpływu na laikat, by dostosował swe postępowanie do zasad etyki chrześcijańskiej. Najbardziej bolało biskupa uczynienie z Pragi targowiska niewolników. Całe bowiem chrześcijańskie rodziny sprzedawano w niewolę jako wojenny łup. Trudno jednak było Wojciechowi walczyć o zasady życia chrześcijańskiego. Bezkompromisowość biskupa w realizacji zasad ewangelii doprowadziła do konfliktu z możnowładcami i częścią diecezjan. Wojciech opuszcza praskie biskupstwo i udaje się do Rzymu. Tam znajduje schronienie w klasztorze benedyktynów na Awentynie, gdzie przebywa trzy i pół roku. 17 kwietnia 990 roku składa śluby zakonne. W klasztorze Wojciech zaznaje wreszcie spokoju wewnętrznego, łatwo oddaje się wszystkim zaleceniom reguły, celując zwłaszcza w posłuszeństwie; żywoty poświęcają wiele słów Jego pokorze i duchowi modlitwy. Wkrótce jednak do Rzymu przybywa poselstwo czeskie i zapada decyzja o powrocie Świętego Wojciecha do Czech. Drugi praski okres w życiu świętego trwa od 992 do początku 995 roku. Po tym okresie działalności w Czechach Wojciech pozostawił wiele śladów, przede wszystkim natury organizacyjnej. W Pradze rzuca się w wir pracy, jakby przewidując, że niewiele zostaje mu czasu na przeorganizowanie struktury kościelnej, by ją zbliżyć do prostego ludu. Działalność biskupa świadczy o szerokim spojrzeniu i o głębokim przekonaniu, że żaden Kościół nie może zamykać się w sprawach i interesach jednego tylko narodu, naraża się bowiem wtedy na utratę cech powszechności. Nauczył się tej prawdy, nauczył się również uderzać twardym słowem w ludzi bez względu na ich stanowiska i społeczne znaczenie, jeśli ośmielili się oni gwałcić boże i kościelne prawa. Okazję do tego dali sprawcy mordu na kobiecie, którą oderwano od ołtarza w kościele Świętego Jerzego, gdzie szukała azylu. Wojciech rzucił klątwę na sprawców mordu, lecz zarazem upadła w Nim nadzieja na możliwość dalszego pasterzowania ludziom zapatrzonym jedynie w swoje doczesne cele. Następuje rozstanie się na zawsze z diecezją i powrót na Awentyn w 995 roku. Znów rozpoczynają się w życiu Świętego Wojciecha dni zatopienia w modlitwie i rozmów o sprawach Królestwa Bożego. Wkrótce jednak wybucha kolejna burza. Przeciwnicy wnoszą do trybunału kościelnego sprawę o opuszczenie diecezji przez Wojciecha. Na usilną prośbę uzyskuje Wojciech od papieża zgodę na podjęcie pracy misyjnej wśród pogan. W tym mniej więcej czasie Wojciech zaprzyjaźnia się z cesarzem niemieckim, Ottonem III. Podczas długich rozmów z cesarzem o przyszłości coraz częściej dojrzewają w Wojciechu decyzje o ewangelizacji pogańskich plemion, myśli o nawracaniu Wieletów lub Prusów. Warunki polityczne zadecydują o wyborze Prus jako terenu misyjnego. Na towarzyszy wyprawy wybiera Święty Wojciech brata Radzima-Gaudentego i prezbitera Benedykta-Boguszę. Wisłą misjonarze przybywają do Gdańska, gdzie Święty Wojciech naucza i udziela gdańszczanom sakramentu chrztu. Po uroczystym zakończeniu prac misyjnych w Gdańsku, uświetnionych mszą świętą celebrowaną przez samego biskupa misjonarze udają się w kierunku Prus. Przez pogan zostają przyjęci wrogo i muszą opuścić Prusy. Po kilku dniach zapada jednak decyzja o podjęciu przerwanej pracy misyjnej na nowo. Święty Wojciech, podejmując drugą próbę dotarcia do Prusów podejmował więc ryzyko męczeńskiej śmierci. Poniósł ją w piątek 23 kwietnia 997 roku. Wiadomość o tym przekazali puszczeni wolno towarzysze misyjnej wyprawy. Wkrótce potem wykupione od pogan ciało męczennika zostało złożone w kościele w Gnieźnie. Koniec. Po ludzku rzecz biorąc, przegrał Wojciech swoje życie. Miał być kiedyś rycerzem, stało się inaczej. Został biskupem i aż dwukrotnie to swoje biskupstwo musiał opuścić. Czuł się szczęśliwy w klasztorze na Awentynie, lecz nie pozwolono mu pozostać mnichem na zawsze. Chciał być misjonarzem bez broni - i zaledwie po dziesięciu dniach pruskiej misji został zabity. Nie ochrzcił w Prusach ani jednego człowieka i nawet ani jeden człowiek nie chciał Go wysłuchać. Czegóż więc dokonał w życiu? Tak to mogło wyglądać. Lecz stała się potem rzecz bardzo dziwna: samo życie przekreśliło wszelkie trzeźwe rozrachunki. Tak: stała się rzecz doprawdy zdumiewająca. Bardzo wiele spraw wielkich i znaczących stało się przez tę śmierć, tak z pozoru niepotrzebną. Chrześcijańska Europa tamtego czasu: potężne zamki, podgrodzia, osady, palladia i kamienne kościoły; skryptoria, lektoria, pustelnie, klasztory w których pielęgnowano nauki. Gry pomiędzy wpływowym duchowieństwem i świeckimi panami. Sieć administracyjno - organizacyjna, państwowa i kościelna, we wszystkich swoich wzajemnych powiązaniach i uzależnieniach. Cesarz który wynosił papieży i klękał przed eremitami. Europa szturmująca Wschód niemieckimi marchiami pogranicznymi i Europa pielgrzymująca do zetlałych szczątek męczenników. Europa schylająca głowy przed czymś, co nie mieściło się w kategoriach pojmowań, lecz było wielkie i imponujące. Wieść o męczeńskiej śmierci Wojciecha bardzo rychło obiegła ówczesną Europę. Nie był w niej postacią anonimową - on, przyjaciel cesarza. Lecz zabity Wojciech wyrósł wysoko ponad głowę żywego Wojciecha. Bardzo szybko, bo już w 999 roku, za osobistym staraniem cesarza Ottona nastąpiła kanonizacja. I szybko też zapadły decyzje o utworzeniu polskiej metropolii kościelnej w Gnieźnie, gdzie złożono relikwie Świętego Wojciecha. Niezawisłość państwa polskiego. Nie mogło by jej być bez samoistnej i niezależnej organizacji kościelnej. Tylko metropolita mógł koronować króla. I nie mógł to być metropolita niemiecki, gdzieś w Magdeburgu, bo wtedy, bez niezależnej organizacji kościelnej, nie byłoby też i królestwa. Stał się więc Wojciech kamieniem węgielnym dla Gniezna - stolicy kraju i przyszłej stolicy prymasów Polski. Stał się symbolem jedności i niezawisłości młodego wówczas państwa polskiego. Przetrwała również Wojciechowa idea ewangelicznego, bezbronnego misjonarstwa z odrzuceniem wątpliwego argumentu przemocy. Gdy przypatrujemy się życiu Świętego Wojciecha, który miał w sobie tyle apostolskiej żarliwości, uderza w nas, że za życia zebrał tak niewielkie owoce. I oto swoją, w gruncie rzeczy przypadkową i nikomu niepotrzebną śmiercią, osiągnął nadspodziewanie wiele. Można bez żadnej przesady porównać Go do ziarna siewnego z ewangelii, które musi obumrzeć, aby przynieść owoce. Nie można sobie wyobrazić, jak potoczyłoby się życie religijne, kulturalne i narodowe w Polsce, gdyby w Prusach nie został przebity włócznią wygnaniec z własnego kraju. Życie Świętego Wojciecha, dopiero co zdaje się dziwne i niezrozumiałe, staje się nagle wzorem, który zaczyna wielu pociągać. Pod wezwaniem Świętego Wojciecha buduje się kościoły, powstają klasztory, dzięki relikwiom Świętego Wojciecha staje się możliwe założenie pierwszej metropolii w Gnieźnie, a jej pierwszym biskupem metropolitą zostaje brat Wojciecha i towarzysz Jego wyprawy misyjnej – Radzim - Gaudenty. Mimo upływu 1000 lat, mimo iż od tamtych wydarzeń świat zmienił się nie do poznania, postać Świętego Wojciecha pozostaje i dzisiaj aktualna. Pod koniec na pozór tak odległego X wieku istniało dość powszechne przekonanie, że w roku tysięcznym nastąpi koniec świata. Wyczuwano, że dotychczasowy kształt ludzkiego bytowania jest zachwiany, że nadchodzi nowe, a więc nieznane, z jednej strony wzbudzające nadzieję, ale też nie pozbawione różnych znaków zapytania. Przypatrując się życiu Świętego Wojciecha mogliśmy dostrzec, jak te przełomowe czasy rodziły w Nim rozmaite poszukiwania i niepokoje, jak kazały Mu przerzucać się z miejsca na miejsce, w poszukiwaniu własnej drogi. Nam również wypadło żyć w czasach wyjątkowo przełomowych. Na naszych oczach odchodzi do przeszłości kształt świata, do którego się przyzwyczailiśmy. Przyszłość rysuje się przed nami niejednokrotnie jako niewyobrażalna, tak jak dla naszych praprzodków żyjących 1000 lat temu. To skłania bardzo wielu ludzi do nieustannego szukania swojego miejsca w nowo powstającym świecie. Dlatego droga życiowa Świętego Wojciecha wydaje się nam szczególnie aktualna i bliska. Dlatego warto się nad nią zamyślić. Może to pomoże nam bardziej zrozumieć nie tylko ludzi sprzed tysiąca lat, lecz również ludzi chyba nie mniej dla nas niezrozumiałych - nas samych. Święty Wojciech będzie zawsze przypominał prawdę, że doskonałość chrześcijańska realizowana w człowieku nie zamyka się w nim, lecz promieniuje na cały świat i służy całej ludzkości. W sprawach drobnych i w sprawach wielkich święci są niezawodnymi przyjaciółmi człowieczej doli. Dźwigali ją przecież bohatersko za życia. W dzisiejszej rzeczywistości szukamy przyjaciół wśród żywych i zmarłych, dalekich od nas czasem i przestrzenią i tkwiących w naszej współczesności. Dobrze czynimy. Jest to bowiem piękne wypatrywanie w przepływającej wiekami historii świadków prawdy - zbawczej, przywracającej godność ludzką jednostkom i narodom. do
|
|
|||||
|
Parafia
Rzymskokatolicka p.w. św. Wojciecha w Momotach Górnych |
|||||||