|
|
ks.
KAZIMIERZ PIŃCIUREK
Pierwszy proboszcz w
Momotach Górnych
Przybył
do Momot w 1970 r. mając czterdzieści pięć lat. Nie podejrzewał wówczas,
że zostanie w tej wiosce do końca swych dni. Zastał tam ludzi biednych,
ciężko doświadczonych w ostatniej wojnie, ziemię piaszczystą, brak
szosy i kaplicę w bardzo złym stanie.
Już w pierwszym okresie pobytu w Momotach dał się poznać jako człowiek
pracowity i zaradny. Na jałowej ziemi, mimo że nie znał się na
ogrodnictwie, eksperymentował: nawadniał, nawoził, wykorzystując do tego
dary lasu - trociny, korę, ściółkę. Po roku ugór wokół plebani
zazielenił się i poletko doświadczalne kwitło, więc proboszcz planował,
że zarazi do takich sposobów gospodarowania tutejszych mieszkańców.
Nawet czytelnię rolniczych poradników urządził na plebani. Nie tego
oczekiwano od księdza.
Rozbudowa świątyni stała się wkrótce dla niego zadaniem kluczowym,
dyktowanym autentyczną potrzebą - choć na owe czasy i warunki prawie
nierealnym... Bez zezwoleń, planów, fachowców, funduszy - nie znając się
ani na budownictwie, ani na ciesielce - rozpoczął prace w listopadzie 1972
r. Przy wydatnej pomocy parafian podwyższył i powiększył prezbiterium. W
kolejnym etapie inwestycji, realizowanej w pośpiechu i ciągłej obawie
przed władzami poszerzył nawę główną, dach i fronton.
Podjęte środki ostrożności dla utajnienia robót - zwłaszcza praca pod
osłoną nocy - nie uchroniły go od nieprzyjemności ze strony władz. Nie
bał się, ani donosicieli, ani prokuratora, który groził sądem za dziką
budowę. Ludziom w nie najbogatszej wsi Momoty należał się prawdziwy kościół.
Ostatecznie władze wycofały swoje zastrzeżenia.
Surowe wnętrze kościoła wymagało teraz kosztownych prac zdobniczych. Pełen
pomysłów i zaangażowania proboszcz podjął osobiście to wyzwanie.
Niewprawnymi rękami, prostym nożykiem rzeźbił w drewnie elementy dekoracyjne.
Poprawiał swoje prace, szukając coraz doskonalszych form piękna. Spod
jego rąk wyszły płaskorzeźby przedstawiające Ostatnią Wieczerzę,
postać Matki Boskiej, Drogę Krzyżową, a także bogato rzeźbione
sklepienia, ambona, konfesjonał, chrzcielnica, ławki. Wykonał też
unikalne witraże w których ołów zastąpił drewnem. W miarę upływu lat
rezultat jego wysiłków stawał się coraz lepszy, w czym pomagało nabyte
doświadczenie i przysłane przez rodaków z USA dłutka rzeźbiarskie.
Wszelako przeciwności losu i w
tym przedsięwzięciu nie brakowało. W związku z opinią Komisji Kurii
Biskupiej w Lublinie, podkreślającej raczej ułomności jego prac
artystycznych, zdecydował się zatrudnić rzeźbiarzy. Ocena
jednego z nich przesądziła jednak inaczej. W liście do księdza
jeden z nich pisał:
„Wspólnie
z kolegą doszliśmy do przekonania, ze roboty związane z wystrojem
plastycznym (rzeźbiarskim i stolarskim) idą w bardzo dobrym kierunku to
znaczy, ze są poważne nadzieje, że kościółek będzie jednolity zwarty
w swoim wyrazie to jest autentyczny a swoim klimatem oryginalny. Jest to
jakby pomnik księdza i nie wolno nam „podpowiadać" krytykować,
ewentualnie zmieniać ogólną koncepcję, która jest właściwie prawie ze
na ukończeniu. Cały wystrój wnętrza, jego klimat wyraźnie ksiądz ma w
duszy swojej i tak dalej należy powoli, dokładnie, sumiennie i z cała miłością
do tego Bożego Domu realizować..."
Podtrzymany
na duchu, kontynuował dzieło.
Inicjatywę wykazywał nie tylko przy budowie kościoła i w pracach
plastycznych. Utrwalał wciąż żywe w pamięci mieszkańców ślady
historii. Znakami tych zabiegów są Fontanna Płacząca ze św. Wojciechem,
Grota Zniewolenia i Grota Wyzwolenia oraz tablica upamiętniająca
pomordowanych w czasie II wojny światowej. Podkreślając walory tego zakątka,
dobry mikroklimat, proboszcz zapoczątkował i rozpropagował agroturystykę.
Był także zielarzem, muzykiem, fotografem, organizatorem wielu dziecięcych
i młodzieżowych imprez: obozów językowych, zawodów sportowych,
dyskotek. Ministrantom, którzy go kochali i pomagali chętnie, zakupił
instrumenty muzyczne, sprzęt sportowy.
We wszystkim, co robił, miał wzgląd na dobro swych parafian. Nie obciążał
skromnie żyjących kosztami rozbudowy i wystroju kościoła. Nigdy nie
pobierał od nich opłat za chrzty, pogrzeby, komunie, śluby. Swoją pensję
katechety w połowie zostawiał w szkolnej kasie na potrzeby biednych
dzieci.
Postawą swoją zjednał ich serca. W prezencie jubileuszowym sprezentowali
mu malucha. Wdzięczność wiernych symbolizowały na samochodzie numery
rejestracyjne: TBC 7125 (Tak
Bóg
Chciał, 71
- rok rozpoczęcia pracy proboszcza i 25-lat pracy w parafii). Przy
plebani, adaptując budynki gospodarcze, ks. Kazimierz utworzył Ośrodek
Rekolekcyjno-Formacyjny dla dzieci i młodzieży. Znajduje się tutaj
schronisko na 40 miejsc. Składa się z pokoi sypialnych, dużej sali spotkań
oraz jadalni. Obok na gruncie parafialnym zostało wykonane obozowisko dla
harcerzy, boisko do piłki nożnej, siatkówki, jak również pole namiotowe
dla rodzin.
Pewnego
dnia, gdy spacerował po placu przy kościele, znalazł balon, który spadł
nieopodal świątyni. Po jego otworzeniu okazało się, że nowożeńcy z
Niemiec w dniu swojego ślubu po wyjściu z kościoła, na pamiątkę
wyrzucili ten balon prosząc, aby ten kto go znajdzie skontaktował się z
nimi. Ksiądz napisał do nich, zaprzyjaźnili się, a po roku małżeństwo
odwiedziło go w Momotach. Tak zatem ośrodek stał się mostem łączącym
Momoty ze światem.
Gdy zakończyły się prace przy kościele ks. Kazimierz zaprojektował
kaplicę w pobliskim Ujściu. Architekt naniósł tylko małe zmiany.
Budowla posiada niespotykaną konstrukcję sklepienia, przypominającą
gwiazdę.
29 kwietnia 1997 r. za swoją pracę ks. Kazimierz Pińciurek został
odznaczony przez Ministra Kultury i Sztuki.
Momoty Górne, mała wioska w Lasach Janowskich, stała się miejscem
zacisznego azylu, do którego chętnie przyjeżdżają ludzie z całej
Polski.
Ksiądz
Kazimierz Pińciurek zmarł 21 marca 1999 r. Pozostawił po sobie wielkie
dzieło, które będzie każdemu przypominało osobowość i delikatną
posturę tego kapłana. Został pochowany na
miejscowym cmentarzu parafialnym.
do góry
|
|
|
|

Modlitwa przy Fontannie
|
|
|
|

Odznaczenie w Ministerstwie
Kultury i Sztuki
|
|
|

Trudności są po to, aby je pokonywać
- mawiał ks. Kazimierz
|
|
|

Ks. Kazimierz chętnie opowiadał o
dziele swojego życia
|
|
|

Ks. Proboszcz przy prezencie
|
|
|

Grobowiec ś.p. ks. Kazimierza
|
|